Chłopiec czy dziewczynka? Byleby zdrowe!

Miała być dziewczynka. Ależ radość we mnie wywołały słowa ginekologa, że noszę pod sercem małą istotkę o płci żeńskiej. 100% pewności nie było, ale całą sobą czułam, że to będzie ona - Latika. Tak, nawet imię miałam wymyślone. Oryginalne, niespotykane, takie moje wyjątkowe. Od zawsze pragnęłam córeczki. Wspólne tematy, zakupy, makijaże... Tak długo się staraliśmy o dziecko, że wieść o dziewczynce spowodowała jeszcze większą euforię. Tatko też się cieszył, ale nie ukrywajmy - wolałby chłopca.
Nagle się wszystko odwróciło o 180 stopni. Badania prenatalne, inny ginekolog... "To chłopiec, o widzi pani? Tu jest siusiak" - powiedział. Nic tam nie widziałam, pomylił się - pomyślałam. Ale nie, to rzeczywiście chłopiec. Chciało mi się płakać, można rzec, że się załamałam... Ale ja byłam okropna! Mam teraz tak wspaniałego synka, a wieść o tym mnie nie ucieszyła. Mam zdrowego pięknego syna, który jest całą moją miłością. ZDROWEGO. Nie choruje, nie ma alergii, skazy, nic... A ja narzekałam, że to nie dziewczynka. Że chłopiec to już nie tak fajnie...
Teraz jestem najszczęśliwsza na świecie, doceniam to, że mam zdrowe dziecko. Mało ważne jaka płeć, ale tak dobrze się rozwija, tak szybko rośnie. Z dnia na dzień się zmienia, zaskakuje. Jest okazem energii i zdrowia. I nawet płaczę rzadko... Taki mały i  kochaniutki.
A znajomy mój, taki z dawnych lat. gdy to się szalało na motorach razem z ekipą - też ma chłopca... Ale jego synek ma problem z serduszkiem, jest mu potrzebna kolejna operacja. Serce mi się kraje, że taka bezbronna istotka już od małego skazana jest na szpitale. Że od maluśkiego trzeba walczyć o jej zdrowie i życie... Im więcej słyszę o tym, że ktoś ma chore dziecko, że jakaś kruszyna walczy o życie tym bardziej ciesze się i doceniam to, że mam zdrowego chłopca.
Zdrowe dziecko to największy dar.


A poniżej zdjęcia mojego Xaviego i jego kuzyna starszego Franka. Niby tylko miesiąc różnicy, ale wydaje się, że dużo więcej! :) Mój Xav taki bladziutki, ale już zaczynamy działać z marchewką - ponoć działa cuda. A Franek ubrany pod ciocię.. hehe :)